Stefan Żeromski

„Syzyfowe prace”

„Rozdziobią nas kruki, wrony”

„Siłaczka”

„Doktor Piotr”

„Ludzie bezdomni”

„Przedwiośnie”

 

 

Stefan Żeromski urodził się 01.11.1864 roku w Strawczynie koło Kielc w niezamożnej rodzinie szlacheckiej. Jego ojciec brał udział w powstaniu styczniowym a stryj w powstaniu listopadowym. Wychowywał się w Ciekotach, a następnie uczęszczał do gimnazjum w Kielcach, gdzie wraz z kolegami poddawany był brutalnej rusyfikacji. Doświadczenia z tego okresu wykorzysta później przy pisaniu Syzyfowych prac. Tradycje rodzinne i naturalny u młodego człowieka opór przeciw szkolnej indoktrynacji, szczególnie oczywisty, gdy szkoła jest częścią systemu opartego na pełnej dyspozycyjności nauczyciela i posłuszeństwie ucznia, sprawiły, że Żeromski stać się miał gorącym patriotą, całą swoją twórczością służącym Polsce.

Pierwsze swoje utwory (wiersze) opublikował w prasie jeszcze w okresie nauki w szkole średniej. W tym samym czasie rozpoczął też pisanie Dzienników, które pisał do dwudziestego siódmego roku życia. Pasje literackie negatywnie wpłynęły na jego postępy w nauce. Miał poprawkę z matematyki, nie zdał matury i w rezultacie mógł studiować tylko na wydziale weterynarii, w Warszawie, gdzie matura nie była wymagana.

W Warszawie Żeromski pozostawiony samemu sobie próbuje zarabiać na życie literaturą. Jego utwory niestety są nieprzychylnie oceniane przez nadających wówczas ton życiu literackiemu pozytywistów i ten sposób zarabiania na życie wydaje się mało skuteczny. Autor Ludzi bezdomnych przez pewien czas utrzymuje się sprzedając swoje książki, próbuje dorabiać korepetycjami, zdarza się, że głoduje po kilka dni. W końcu decyduje się na pracę korepetytora na prowincji. Znajduje ją w dworach zamożnej szlachty, gdzie jego status społeczny, jak pisze w swoich dziennikach, był niejednoznaczny, co sprawiało mu trochę kłopotu, ale dostarczało ciekawych doświadczeń. Bohater o podobnym statusie będzie często występował w jego utworach: biedny, już nie sługa, ale jeszcze nie z tej samej sfery, przyjmowany „na pokojach”, zwykle zakochany w kobiecie z tej wyższej sfery lub, przynajmniej mający z nią romans, często z powodu swojej pozycji i braku majątku upokorzony przez nią, owładnięty jakąś ideą albo chociaż krytycznie patrzący na otaczającą go rzeczywistość. Taki będzie doktor Judym, Cezary Baryka, nawet Rafał Olbromski.

Właśnie na prowincji, w Nałęczowie, gdzie pracuje jako korepetytor, poznaje swoją przyszłą żonę, Oktawię Rodkiewiczową. Poznaje tam także Bolesława Prusa, który będzie świadkiem na jego ślubie.

Pod koniec lat osiemdziesiątych w Głosie i w Tygodniku Powszechnym ukazują się jego pierwsze opowiadania. Pozwala to Żeromskiemu na podróże po Europie. Zwiedza Wiedeń, Zurych, Monachium. Na prawie cztery lata zostaje w Szwajcarii, gdzie przyjmuje posadę bibliotekarza w Muzeum Narodowym Polskim w Raperswilu. Zdobywa tu dużą wiedzę historyczną, szczególnie na temat epoki napoleońskiej. Po powrocie do kraju w 1896 roku pisze Syzyfowe prace, które ukazawszy się w druku rok później, przynoszą mu popularność, ale stają się utworem zakazanym w zaborze rosyjskim ze względów politycznych. Z tych samych względów pisarz publikuje swój utwór we Lwowie (zabór austriacki) pod pseudonimem Maurycy Zych.

Poprawę sytuacji materialnej przynosi mu dopiero wydanie Ludzi bezdomnych – utworu łączącego najlepsze i najgorsze cechy żeromszczyzny: typowego bohatera, który porzuca szczęście osobiste dla pracy z najbiedniejszymi, samotnego, kierującego się w życiu swojego rodzaju imperatywem kategorycznym; otwarta kompozycja, nadmierna liryzacja języka, jego intensyfikacja, operowanie superlatywem, słynne potrójne epitety, symbole... W czasie publikowania utworu wszystko to było bardzo nowatorskie, w dwudziestoleciu międzywojennym i po wojnie, mniej więcej do lat sześćdziesiątych, poruszająca treść pozwalała jeszcze znosić tę szybko starzejącą się formę. Dziś powieść jest po prostu nudna, czytana tylko przez uczniów i specjalistów od Żeromskiego.

Następne jego utwory to Popioły – wielka epopeja napoleońska, Dzieje grzechu –kontrowersyjna powieść obyczajowa, przez niektórych krytyków uznana za pornograficzną, Uroda życia - opowiadająca o derusyfikacji syna powstańca, Wierna rzeka – jedna z najlepszych polskich powieści o powstaniu styczniowym, prezentująca różne postawy społeczeństwa polskiego wobec powstania.

Żeromski włącza się do życia publicznego, przemawia na wiecach i powoli staje się najpopularniejszym polskim pisarzem wywierającym duży wpływ na społeczeństwo. Poprzez bohaterów swoich utworów i poprzez własne poglądy staje się jednym z najwyższych autorytetów moralnych dla swoich rodaków. W publicystyce i krytyce literackiej często określa się go terminem „serce nienasycone”, pewnie ze względu wysokie wymagania moralne stawiane Polakom, a jednocześnie klarowność sytuacji prezentowanych w utworach, gdzie wybór postępowania był oczywisty dla porządnego człowieka, ale cena za taki wybór, często wysoka, zaprezentowana bez niedomówień.

W przededniu pierwszej wojny światowej publikuje dramaty – Róża i Sułkowski – pod pseudonimem Józef Katerla.

Kiedy wybucha wojna, wstępuje do Legionów Piłsudskiego, ale przebywa w Zakopanem, gdzie wspólnie z Kasprowiczem zakłada tajną organizację niepodległościową, której celem jest zjednoczenie ziem polskich wszystkich zaborów.

W jego życiu osobistym zachodzą poważne zmiany. Przed samą wojną rozwodzi się z żoną, żeby połączyć się z młodą malarką Anną Zawadzką. Aby móc ją poślubić, pisarz przeszedł potajemnie na kalwinizm. Pod koniec wojny traci syna, któremu poświęca utwór O Adamie Żeromskim wspomnienie. Przenosi się na stałe do Warszawy i zamieszkuje w Zamku Królewskim, co jest swojego rodzaju uhonorowaniem wielkiego pisarza przez społeczeństwo (tak jak Oblęgorek dla Sienkiewicza).

W czasie wojny polsko-bolszewickiej walczy na froncie, skąd przywozi antybolszewicki reportaż pt. Na probostwie w Wyszkowie, w którym uznaje sowieckich komisarzy pochodzenia polskiego za zdrajców, a Czerwoną Armię za „dzicz sołdacką”.

Wydana w 1922 roku zbeletryzowana historia walki o polskość Pomorza pt. Wiatr od morza zamyka mu drogę do Nobla, do którego był typowany, ponieważ za granicą książka jest oceniana jako antyniemiecka.

Pod koniec życia pisze jeszcze dwa wybitne utwory – dramat pt. Uciekła mi przepióreczka, gdzie docent Przełęcki reprezentuje wszystkie cechy typowego bohatera pisarza, w stylu doktora Judyma; I Przedwiośnie, trzyczęściową powieść, będącą swojego rodzaju podsumowaniem pierwszych lat Polski po odzyskaniu niepodległości. Jest to gorzkie podsumowanie.

Żeromski umiera 20 listopada 1925 roku w Warszawie.

 

Syzyfowe prace

 

Syzyfowe prace to pierwsza powieść Stefana Żeromskiego. Napisał ją w 1897 roku, a jej akcja rozgrywa się w latach osiemdziesiątych XIX wieku w zaborze rosyjskim. Powieść zawiera wiele wątków autobiograficznych. Jej tematem jest dzieciństwo i lata szkolne Marcina Borowicza i, w pewien sposób, jest powieścią o dojrzewaniu i kształtowaniu się osobowości młodego bohatera. Jest to także powieść o metodach rusyfikacji stosowanych wobec polskiej młodzieży.

Językiem wykładowym w gimnazjum w Klerykowie (Kielce?) jest język rosyjski; nawet na przerwach nie można mówić po polsku, a sam język polski jest przedmiotem nadobowiązkowym, o którym nauczyciele wypowiadają się lekceważąco. Dojrzewanie głównego bohatera jest jednocześnie dojrzewaniem do świadomej polskości. Jednym ze sposobów rusyfikacji stosowanym w gimnazjum jest ukazywanie młodzieży atrakcyjności kultury rosyjskiej, co odnosi pewien skutek, ponieważ pomija się całkowicie dorobek kultury polskiej.

Momentem przełomowym w życiu Marcina jest przybycie do szkoły Bernarda Zygiera, chłopca przeniesionego karnie ze szkoły w Warszawie do Klerykowa za działalność patriotyczną. Patetyczna scena, w której Zygier recytuje na lekcji Redutę Ordona to symboliczne odkrycie przez Marcina i jego kolegów polskiej literatury romantycznej. Dalsza praca w tajnym kole samokształceniowym pozwoli na zapoznanie się z całym jej dorobkiem i ostatecznie uodporni głównego bohatera na dalsze próby rusyfikacji. Wysiłki nauczycieli i władz rosyjskich okazują się właśnie tytułową syzyfową pracą.

Patrząc z innej perspektywy na fabułę Syzyfowych prac, możemy tę powieść potraktować jako nowatorskie jak na owe czasy przedstawienie wychowania szkolnego. Szkoła u Żeromskiego jawi się nam jako przedłużenie systemu państwowego, w tym wypadku państwa zaborcy. Od nauczycieli wymaga się bezwzględnej realizacji polityki władz, a od uczniów ślepego posłuszeństwa. Praktykuje się tam kary cielesne, aprobuje donosicielstwo i łamie charaktery. W pewien sposób taka szkoła przypomina koszary. Jednocześnie jest ona jedyną szansą na zdobycie wykształcenia. Postać Andrzeja Radka, wiejskiego chłopca, który z największym wysiłkiem i samozaparciem uczy się, aby zdobyć społeczny awans, jest unaocznieniem czytelnikowi tej właśnie sytuacji. Żeromski prezentuje nam całą galerię osobowości uczniowskich i nauczycielskich. Te dwie społeczności szkolne nie tworzą całości. Uzależnienie jednych od drugich skutkuje raczej przyjmowaniem przez uczniów różnych postaw – od lizusostwa do skrywanej wrogości – mających na celu przetrwanie. W formie groteski w podobny sposób opisał szkołę Witold Gombrowicz w Ferdydurke.

 

Rozdziobią nas kruki, wrony

 

Drugą z kolei książką wydaną przez Stefana Żeromskiego był zbiór opowiadań i nowel pod tytułem Rozdziobią nas kruki, wrony” (pierwszą były Opowiadania, zawierające m.in. Siłaczkę i Doktora Piotra wydane w 1895 roku, dwa miesiące wcześniej.) Swoje pierwsze książki Żeromski publikował pod pseudonimem Maurycy Zych. Najważniejsze w zbiorze jest opowiadanie tytułowe. W rodzinnym domu Żeromskiego żywe były tradycje powstańcze i tematyka powstania pojawia się w jego utworach równie często, jak w utworach czołowych pozytywistów. I właśnie epizod z powstania styczniowego jest treścią Rozdziobią nas kruki, wrony. Jednak sposób potraktowania tego tematu znacznie go od pozytywistów różni. Mówi się, że Żeromski „rozdrapywał rany polskie, żeby nie zarosły błoną podłości”; i to powiedzenie trafnie oddaje różnicę między nim a pozytywistami w potraktowaniu tego samego tematu.

Treść opowiadania jest prosta. Samotny powstaniec wiezie broń dla oddziału gdzieś na Kielecczyźnie. Powstanie styczniowe już upada. Zauważają go Rosjanie, doganiają i zabijają. Zabijają także jednego konia, a drugi łamie sobie nogę, wkładając ją w szprychy przewróconego wozu. Nad ciałami powstańca i jego konia gromadzą się kruki i wrony, a z pobliskiej wsi przychodzi chłop, także liczący na jakiś łup. Zabiera wszystko, co przedstawia dla niego jakąś wartość. To koniec.

Żeromski wykorzystuje w swoim utworze opis charakterystyczny dla naturalizmu. Drobiazgowo, zatrzymując się nad każdym detalem, opisuje śmierć Szymona Winrycha i jego konia, a także ucztę padlinożerców – kruków, wron. Ten wstrząsający opis wywołuje u czytelnika wstręt i obrzydzenie. Swojego rodzaju padlinożercą wydaje się być także chłop, dla którego zabity powstaniec jest tylko okazją do wzbogacenia się. A przecież obaj są Polakami. Zezwierzęcony chłop, który zrobi wszystko, żeby przeżyć, jest swojego rodzaju symbolem, jednoznaczną odpowiedzią na pytanie, dlaczego powstanie upadło. Dla chłopa żyjącego w skrajnej nędzy powstanie nie było czymś, co by go dotyczyło. Był pozbawiony świadomości narodowej i jakiegokolwiek rozeznania politycznego. Jest jednocześnie oskarżeniem (szlachty polskiej?, przywódców powstania?) o zaniedbanie sprawy chłopskiej. Żeromski mówi wprost: ów chłop „...bez wiedzy i woli zemściwszy się za tylowieczne niewolnictwo, za szerzenie ciemnoty, za wyzysk, za hańbę i za cierpienie ludu, szedł ku domowi z odkrytą głową i z modlitwą na ustach”.

W opowiadaniu sporo jest symboli. Już sam tytuł w zestawieniu z treścią jest pewnym memento dla narodu polskiego. Ironicznym, ale gorzka to ironia, symbolem jest wrona rozbijająca dziobem czaszkę poległego Winrycha: „poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania”. Drugi, ranny koń, który ostatnim wysiłkiem pochyla się nad grobem swojego pana, to też przecież symbol.

Wymowa opowiadania podkreślona jest poprzez opisy: ponure jesienne krajobrazy, rozmiękłe bagna, ścierniska, pozbawione liści drzewa. Widać w tym wpływ modernizmu.

 

Siłaczka

 

W jednej ze swoich pierwszych nowel, w Siłaczce, prezentuje Żeromski typ bohatera, który będzie się pojawiał w wielu jego utworach. Stanisława Bozowska, tytułowa bohaterka noweli, to właśnie taka postać. Paweł Obarecki, lekarz z Obrzydłówka, to z jego punktu widzenia obserwujemy rzeczywistość w Siłaczce, poznał Stasię na studiach w Warszawie. Przejęci ideałami pozytywizmu postanowili na własną rękę realizować hasło „pracy u podstaw”. Wtedy ich drogi rozeszły się. Ponownie zobaczył ją jako umierającą na tyfus nauczycielkę z pobliskiej wsi. Nie zdołał jej uratować, ale ze znalezionego listu dowiedział się, że napisała podręcznik pt. Fizyka dla ludu. Odnalazł rękopis.

Stanisława Bozowska jest pierwszym z całej galerii społeczników Żeromskiego, którzy swoją pracę zawodową traktują jako obowiązek służby wobec najuboższych. Odrzucają oni szczęście osobiste, żeby wszystkie siły skupić na realizacji swojego posłannictwa. Jednak zadanie, którego się podjęli, najczęściej przekracza ich siły. Zawsze są to bohaterowie samotni, najczęściej wywodzący się z biednych środowisk, którzy z trudem (z powodów materialnych) zdobyli wykształcenie i chcą spłacić swój „dług przeklęty”. Odrzucają wszelkie kompromisy i wierzą, że ich działalność, ich przykład może zmienić rzeczywistość. Tymczasem najczęściej spotykają się z wrogością i niezrozumieniem środowiska, rzadziej z obojętnością.

Paweł Obarecki został umieszczony w utworze po to, żeby poprzez kontrast tym bardziej podkreślić heroizm Stasi. Też rozpoczynał karierę zawodową mając ideały. W Obrzydłówku na początku podjął energiczną walkę z zacofaniem środowiska. Rozdawał leki, które kupował lub sam robił, leczył biednych, uczył higieny. Nie wytrzymał jednak presji miasteczkowej społeczności z felczerem i aptekarzem na czele. Wybrał po rocznych zmaganiach wygodne i dostatnie życie. Narrator ironicznie komentuje: „Śmierć panny Stanisławy na pewien czas zmieniła jego życie. (...) ale niedługo wrócił do poprzedniego stylu życia – rozpacz po stracie Stasi minęła. Utył, znacznie się wzbogacił.”

Właśnie typ bohatera, który reprezentuje tytułowa siłaczka, Stanisława Bozowska, różni nowele i opowiadania Żeromskiego od podobnych w tematyce nowel pozytywistycznych. Różni je także język. Jest on mocno nacechowany emocjonalnie. Dużo w nim lirycznych środków stylistycznych – epitetów, metafor, hiperboli. Pojawiają się też symbole. Przy opisach Żeromski wykorzystuje osiągnięcia swojej epoki. Opisy są naturalistyczne, impresjonistyczne, a także symboliczne. Różni je także czarny pesymizm bijący z każdej z nich.

 

Doktor Piotr

 

Nowela Doktor Piotr przedstawia nam pozornie typowego bohatera utworów Żeromskiego na początku drogi życiowej. Piotr Cedzyna decyduje się na pozostawienie ojca i wyjazd z kraju, ponieważ musi spłacić „dług przeklęty”. Chce zwrócić pieniądze, które ojciec wydał na jego wykształcenie, zmniejszywszy uprzednio dniówkę robotnikom. Doktor Piotr, prawdziwy pozytywista, nie może pogodzić się z niesprawiedliwością i pragnie wynagrodzić robotnikom ich krzywdę. Będzie pracował za granicą i wszystko zwróci.

Naprawdę jednak nowela zawiera o wiele więcej problemów, niż tylko prezentacja bohatera. Ciekawą postacią jest jego ojciec, Dominik Cedzyna. To zubożały szlachcic, dla którego najważniejszy w życiu jest syn. To dla niego godzi się pracować u Bijakowskiego. To dla niego godził się na różne upokorzenia, pocieszając się tylko refleksją: „ja i tak pan, ty i tak cham”. To dla niego zmniejszył wynagrodzenie robotnikom. Takich jak on w tym okresie dziejowym, po upadku powstania styczniowego, było sporo: dawni właściciele ziemscy, bez majątków po carskich represjach popowstaniowych, a więc bez środków do życia. Jedyną ich umiejętnością jest pański sposób bycia, umiejętność kierowania ludźmi i zmuszania ich do wysiłku. Te umiejętności starego Cedzyny wykorzystuje Bijakowski. Cedzyna zaś marzy o powrocie syna i o wspólnym gospodarzeniu na roli, którą zdobędą dzięki wykształceniu syna i własnej ciężkiej pracy. W sumie postać sympatyczna. Rozumiemy pobudki jego działania, rozumiemy, że nie ma sobie nić do zarzucenia, ponieważ dla okolicznych chłopów praca nawet za obniżoną dniówkę i tak jest błogosławieństwem, Bijakowski sam mu proponuje taki sposób dorobienia sobie. A że robi to wszystko dla syna, robi bezinteresownie. Rozumiemy, że ten szlachcic jeszcze niedawno wyzyskujący chłopów pańszczyźnianych, nie widzi ludzkiej krzywdy.

Jego syn jest postacią mniej sympatyczną. Jego bezkompromisowość jest odrobinę podejrzana. Przecież od początku nie chciał zostać w kraju. Planował ściągnięcie ojca do Anglii, do Hull. Był człowiekiem nowych czasów, inżynierem–chemikiem, nie dla niego była praca na szlacheckim folwarku, nawet gdyby nie wiem jak kochał ojca. Ale czy go rzeczywiście kochał? Żeromski nie udziela nam jasnej odpowiedzi.

Walorem noweli jest ukazanie nowego typu człowieka nie w postaci doktora Piotra ale Bijakowskiego vel Bijaka. Człowiek z nizin, który dzięki szczęśliwemu przypadkowi i własnej usilnej pracy zdobywa wykształcenie lub choćby tylko majątek, szybko przewyższa pozycją społeczną dawnych panów ze szlacheckich dworków. To jest dobrze zaobserwowane. Podobne postacie pojawią się u Reymonta w Ziemi obiecanej na przykład.

Język utworu jest bardzo emocjonalny, szczególnie w partiach opisujących przeżycia Dominika Cedzyny. Dużo tam porównań, epitetów i innych środków stylistycznych. Uczucie ojca do syna i motywy postępowania ojca, kierującego się w życiu tym uczuciem, zostały przedstawione z wyjątkowym mistrzostwem. Żeromski okazał się tu znakomitym psychologiem.

 

Ludzie bezdomni

 

Poświęcona krytyce stosunków społecznych powieść Stefana Żeromskiego wywołała wiele kontrowersji. Obrażeni poczuli się lekarze, wiele zarzutów miała też wobec pisarza inteligencja. Powodem było przedstawienie środowiska lekarskiego Warszawy jako grona ludzi, dla których najważniejsze jest dorobienie się na ludzkim cierpieniu – „medycyna to fach (...) to interes jak każdy inny” – stwierdza lekarz Chmielnicki po odczycie doktora Judyma dla warszawskich lekarzy. Dla inteligencji powieść była przedstawieniem niezbyt realnego programu działania, a zarazem obarczeniem cząstką odpowiedzialności za nędzę na wsi i w mieście. Wywołała wiele dyskusji i znalazła równie wielu zwolenników, jak wrogów. Jednocześnie utrwaliła pozycję Żeromskiego jako pisarza.

Ludzie bezdomni to utwór opisujący społeczeństwo polskie na przełomie XIX i XX wieku. Uwagę autora przyciągają przede wszystkim ludzie najbiedniejsi, zarówno w mieście, jak i na wsi. Za ich warunki życia, pracę ponad siły, beznadziejne bytowanie w warunkach bezustannie zagrażających zdrowiu odpowiedzialni są ludzie, dla których liczy się przede wszystkim zysk – właściciele kopalń, fabryk czy zarządzający uzdrowiskiem w Cisach. Ale dla Żeromskiego moralna odpowiedzialność spoczywa także na tych, którzy mogąc coś zrobić, bo mają odpowiednie wykształcenie i umiejętności, nie robią nic. Chodzi o nauczycieli, lekarzy, inżynierów – inteligencję, przed którą pisarz stawiał obowiązek, ale i przywilej „czynnego uczestniczenia w awangardzie postępu”. Sposób tego uczestnictwa to odrzucenie własnych korzyści na rzecz pracy społecznej w środowiskach najbiedniejszych zgodnie ze swoją specjalnością – nauczanie, leczenie, wprowadzanie postępu technicznego.

Skrajnym przykładem podjęcia takiego wyzwania jest doktor Judym, główny bohater powieści. Odrzuca on szczęście osobiste, możliwość stabilizacji na rzecz wspomnianej wcześniej pracy społecznej. W swojej determinacji i bezkompromisowości przypomina bohaterkę wcześniejszego utworu Żeromskiego – Stasię Bozowską, siłaczkę. A jednak różni się od niej, mimo że do dzisiaj określeń obojga używa się jak rzeczowników pospolitych. Mówi się o siłaczkach i Judymach, chcąc opisać bezinteresowną ofiarność.

Wiele działań doktora Judyma wynika z dręczących go kompleksów. Z nich także wynika jego światopogląd. Judym wywodzi się z biednej rodziny, z ulicy Ciepłej w Warszawie, przy czym nazwa ulicy jest jednocześnie określeniem środowiska, jak nie tak dawno nazwa dzielnicy – Czerniaków. Dzięki szczęściu i kaprysowi ciotki zdobywa wykształcenie i zawód, ale zawsze czuje się gorszy od przedstawicieli inteligencji wywodzącej się ze szlachty. Niepewność siebie nadrabia agresją. Poznając ludzi, stara się ich szybko poinformować, kim byli jego rodzice i skąd się wywodzi. Tak przedstawia się paniom Niewadzkim spotkanym w Luwrze , w Paryżu. Podkreśla, co budzi zazwyczaj konsternację, że jego ojciec był pijakiem. Jego przejęcie się losem biedoty i chęć pomocy wynikają na pewno z młodzieńczego idealizmu, ze współczucia, z przekonania, że bycie lekarzem jest w równej mierze powołaniem, co zawodem, ale wynika również z ciążącego „długu przeklętego”, z przekonania, że gdyby nie ciotka, byłby, podobnie jak brat, robotnikiem w stalowni. Mówi do Jasi: „Ja jestem z motłochu, z ostatniej hołoty (...) Muszę oddać, com wziął. Ten dług przeklęty. Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te padoły zmory. Muszę się wyrzec szczęścia. Muszę być sam jeden”.

Ten wewnętrzny imperatyw kategoryczny, użyte wyrażenia mocno nacechowane emocjonalnie, sprawiają wrażenie, że Judym nie lubi siebie, a swoje posłannictwo spełnia pod przymusem, co trochę umniejsza jego wartość moralną.

Wątpliwości budzi też jego decyzja zostawienia Joasi. Żeromski nie przekonał nas wcześniej, że Judym bardzo ją kocha i że decyzja jest z jego strony olbrzymim poświęceniem. Przeciwnie, pierwszym jego zachwyceniem była Natalia Niewadzka, spotkana w Paryżu siedemnastoletnia wnuczka bogatej ziemianki, której guwernantką była Joasia. A jednak to Joasi Judym zarzuca, że jest „z innej kasty”. Widział w niej co prawda „siostrę – człowieka, rozum i serce”, ale zachwycał się kostką Natalii, przypadkiem ujrzaną spod uniesionej spódnicy.

Niemniej doktor Judym jest najbardziej chyba reprezentatywnym bohaterem–społecznikiem Żeromskiego, jednym z całej galerii: traktuje swoją pracę zawodową jako obowiązek pomocy najuboższym, podejmuje zadanie przerastające, zdawałoby się, możliwości jednego człowieka, działa w samotności, odrzuca możliwość kompromisu moralnego, pełen poczucia sprawiedliwości, wymagający wobec siebie i innych, w swojej misji spotykający się z niechęcią, a nawet z wrogością otoczenia.

Powieść Ludzie bezdomni odznacza się otwartą i luźną kompozycją. Rozdział Swawolny Dyzio mógłby z powodzeniem być osobnym opowiadankiem. Rozdziały – Przyjdź i Zwierzenia to liryczne impresje, ważne dla charakterystyki postaci, ale zwalniające akcję. Rozpoczęte i niedokończone poboczne wątki, jak na przykład brata Judyma, Wiktora, Korzeckiego (może został zabity?), zakończnie opowieści o Judymie i Joasi symbolem rozdartej sosny, to rezultaty poetyki epoki. W sferze języka młodopolskie tendencje te są widoczne w ekspresjonistycznym opisie stalowni i huty, słownictwie silnie emocjonalnie nacechowanym, poetyzacji całych fragmentów poprzez nasycenie ich poetyckimi środkami stylistycznymi, w tym szczególnie charakterystycznymi dla Żeromskiego potrójnymi epitetami. W opisie środowisk biedoty, zarówno kloszardów paryskich jak i nędzarzy warszawskich, czy tych z Zagłębia Dąbrowskiego, jak i w opisie biedy na wsi widoczny jest naturalizm i wręcz reporterska szczegółowość dotycząca zarówno przedstawienia warunków bytowania jak i wpływu tych warunków na ludzką psychikę (wizyta w fabryce cygar).

Tytuł utworu sugeruje nam, że problemem najważniejszym, który został nazwany wprost, jest problem bezdomności. Najłatwiej wskazać ludzi bezdomnych w sposób dosłowny. Będą nimi paryscy żebracy, miejska biedota w Polsce, robotnicy z hut i kopalń, lumpenproletariat z ulic Ciepłej i Krochmalnej, biedacy z czworaków w Cisach. Jeżeli niektórzy z nich mają jakieś mieszkania, są to najczęściej nory urągające pojęciu domu. Bezdomny jest brat Judyma Wiktor, który wraz z rodziną musi opuścić kraj. Wyjeżdża do Szwajcarii, ale nieznajomość języka i tamtejszych realiów uświadamia mu, a szczególnie jego żonie, że nie są w swoim domu. Bezdomna jest Joanna Podborska, która po latach tułaczki po dworach zamożnej szlachty jako guwernantka chciałaby zbudować wspólnie z Judymem dom, w którym byłyby „czyste w oknach firanki”. Niestety, misja Judyma i jego przekonanie o konieczności samotnej walki staje temu marzeniu na przeszkodzie. Bezdomny jest inżynier Korzecki, odczuwający strach przed samotnością, przypadkowością życia i, co za tym idzie, śmierci. Pod wpływem dialogów Platona postanawia przeciwstawić się temu i popełnia samobójstwo Samotność okazuje się bezdomnością do kwadratu, a tym samym pojęcie bezdomności zostało rozszerzone o brak rodziny, bliskich. Bezdomny wreszcie jest Tomasz Judym, u którego lata biedy w dzieciństwie i brak przynależności do jakiegoś środowiska (już nie biedak z ulicy Ciepłej, a jeszcze nie inteligent, bo nie zaakceptowany przez inteligencję) spowodowały psychiczną niemożność założenia domu. Oczywiście bezpośrednim powodem, dla którego odrzuca Joasię i możliwość założenia domu, jest konieczność wywiązania się z przeklętego długu, a więc poczucie misji społecznej i moralna bezkompromisowość.

Stefan Żeromski jest bardzo czuły na uroki życia, dobre jedzenie, urodę kobiet, piękne wnętrza, dzieła sztuki. Jego „uroda życia” to przede wszystkim zaspokojenie zmysłów. W bardzo sugestywny, plastyczny sposób opisuje to wszystko w swoich utworach, często w taki sposób, że bohater–społecznik staje przed wyborem: zaspokojenie zmysłów i dostatnia egzystencja czy samotna walka o poprawę stosunków społecznych, zgodna z wewnętrznym przekonaniem. Bohaterowie Żeromskiego, tacy jak Tomasz Judym, wybierają życie zgodne z wewnętrznym systemem wartości, bez żadnych kompromisów. Jest to bezdomność z wyboru. Są godni podziwu, granitowi, ale czy szczęśliwi?

 

Przedwiośnie

 

Przedwiośnie to nie tylko pora roku. To także pierwszy etap, początek, nadzieja związana z oczekiwaniem na zmianę, na wiosnę... Ta powieść mówi o początkach państwa polskiego po zimie rozbiorów. Śnieg właśnie stopniał, a spod śniegu wyszło błoto, śmieci leżące jeszcze od jesieni, oblazła farba elewacji budynków. Wiele jest w młodej ojczyźnie niesprawiedliwości, biedy, złego prawa i arogancji urzędników. Wiele jest też nadziei, zapału, poczucia, że oto jesteśmy na swoim. Jaka będzie ta nasza wiosna?

Stefan Żeromski przedstawia pierwsze lata II Rzeczypospolitej oczyma człowieka z zewnątrz, repatrianta z Baku, Cezarego Baryki. Zabieg ten pozwala na zachowanie większego dystansu przez narratora, na większy obiektywizm.

Powieść składa się z trzech części oraz rodzaju prologu pt. Rodowód. Część pierwsza nosi tytuł Szklane domy, a jej akcja rozgrywa się głównie w Baku. Pod koniec, w czasie opisu wędrówki Cezarego z ojcem do Polski, ukazuje także panoramę tej części Rosji.

W tej partii utworu ukazane zostały dzieciństwo i młodość głównego bohatera a także, rewolucja w Rosji widziana z jego perspektywy. Przedstawienie różnych punktów widzenia, głównie matki Cezarego, a także komentarze narratora, emocjonalne nacechowanie języka powodują, że dość oczywisty staje się dla czytelnika stosunek do rewolucji samego pisarza.

Jawi się ona początkowo jako bunt przeciw autorytetom. Cezary Baryka po wyjeździe ojca na wojnę przestaje chodzić do szkoły, chuligani, nie słucha matki, „lisi się” – jak mówi pisarz. Punktem kulminacyjnym tej postępującej degradacji jest uderzenie szpicrutą dyrektora szkoły. Tak się dla młodego Baryki zaczyna rewolucja, do której lgnie całym sercem.

Początek powieści, a jednocześnie początek części zatytułowanej Szklane domy opowiada o szczęśliwym i dostatnim dzieciństwie bohatera. Mówi też o władzy, którą miał nad nim ojciec. Władzy nigdy nienadużywanej, sprawowanej z miłością, przeciwko której trudno było się zbuntować. Istnieje pewna analogia między tym okresem w życiu Cezarego, a funkcjonowaniem wówczas państwa. Oczywiście państwo jest ukazane poprzez jego wpływ na losy rodziny Baryków. Seweryn Baryka dorabia się dzięki własnym zdolnościom, szczęściu i koniunkturze. Żyje mu się coraz lepiej. Przychodzi wojna, a po niej rewolucja i wszystko, co zdobył, obraca się w niwecz. Baku, jak pewnie całe państwo, pozbawione władzy, staje się miejscem wyzwolenia najniższych instynktów swoich obywateli. Zanikły wszystkie autorytety. W Baku rozpoczęły się zamieszki o podłożu etnicznym, żeby wkrótce przerodzić się w pogromy. Ormianie napadają na Tatarów, niszczą ich dobytek, zabijają broniących się, a po przybyciu na pomoc tureckich pułków sami stają się obiektem napaści. Żeromski opisuje tutaj słynną rzeź Ormian na początku pierwszej wojny światowej, w których, według źródeł ormiańskich, zginęło półtora miliona. Potem pojawiają się komisarze. Każdy, kto coś posiada, staje się podejrzany. Zarządza się rekwizycje. Trwają aresztowania. Odbywają się publiczne egzekucje. Cezary całym sobą chłonie nową rzeczywistość. Bierze udział w wiecach, na których przedstawia się wielkość rewolucji i sądzi wrogów ludu. Coraz rzadziej przebywa w domu, do którego wraca tylko na posiłki, i żeby wytłumaczyć matce wielkość przeżywanej chwili dziejowej i sprawiedliwość nowych porządków. Jej nieśmiałe protesty i obrona najprostszych wartości moralnych nie znajdują u niego zrozumienia. Dopiero bieda, wyrzucenie z własnego mieszkania przez nowe władze i wreszcie śmierć matki odrobinę chwieją jego nowym światopoglądem.

Pracując jako grabarz ofiar kolejnych pogromów i egzekucji, spotyka ojca, który opowiada mu o nowej Polsce, która odzyskała niepodległość i w której, dzięki wynalazkowi ich krewnego, trwa powszechna szczęśliwość. Każdy może otrzymać mieszkanie w tanim domu, wzniesionym dzięki nowej technologii, ze szkła. Ojciec wypowiada swoje credo: „Rewolucją istotną i jedyną jest wynalazek. Rewolucją fałszywą jest wydzieranie przemocą rzeczy przez innych zrobionych”. Przypuszczalnie jest to credo samego pisarza.

Postanawiają wrócić do ojczyzny. Droga przez Rosję razem z innymi polskimi uchodźcami to kolejne oskarżenie rewolucji. Wszyscy napotkani urzędnicy, ludzie mający jakąkolwiek władzę, chcą wzbogacić się na repatriantach. „Cezary obserwował ciekawe zjawisko, iż ci wszyscy ludzie, jego sąsiedzi z najbliższych ławek, bynajmniej nie fabrykanci, nie bankierzy ani magnaci, lecz najzwyczajniejsi i dobroduszni zjadacze chleba tudzież kaszy jaglanej, na którą zarobili własnymi rękami (...) byli jakby wyjęci spod wszelkiego prawa właśnie tam, w kraju, gdzie tyle się nasłuchał o prawach człowieka uciśnionego i wyjętego spod prawa.” Gdy po wielu trudnościach pociąg dociera do granicy, Cezary przeżywa kolejne rozczarowanie. Ta wyśniona Polska jego ojca, który nie wytrzymał trudów drogi i został pochowany na którejś ze stacji, wita go widokiem zapyziałego żydowskiego miasteczka, widokiem błota, dziurawych ścian i spleśniałych dachów. „Gdzież są twoje szklane domy? – rozmyślał brnąc dalej. – Gdzież są twoje szklane domy?”.

Część druga nosi tytuł Nawłoć. Na jej początku bohater bierze udział w wojnie polsko–bolszewickiej po stronie rodaków, a potem wyjeżdża na wieś, do właśnie Nawłoci, majątku przyjaciela, którego uratował w czasie wojny.

W opisie dworku i jego mieszkańców Żeromski zastosował wiele aluzji do Pana Tadeusza. Celebrowanie posiłków i ich dokładny opis, scena z Wandą wśród ptactwa domowego, poranny widok Karoliny w bieliźnie – wszystko to są świadome nawiązania do epopei Adama Mickiewicza. Nawet postacie występujące w tej części Przedwiośnia kojarzą się z tamtymi: Laura to Telimena, Karolina i Wanda razem to Zosia, Hipolit Wielosławski to Tadeusz, nawet ksiądz w pewien karykaturalny sposób nawiązuje do księdza Robaka. Zresztą wszystko jest jakby wykrzywione, parodiujące romantyczny oryginał, lub może prowadzi z nim polemikę. Perliczki atakują Wandę, Karolina obnaża się w jawnie erotyczny sposób, Cezary wybiera Laurę–Telimenę, a nie którąś z Zoś, a pasją księdza jest jedzenie, a nie ojczyzna czy pokuta. Scenę zaś powitalnej uczty dla powracającego Hipolita–Tadeusza mrozi refleksja Cezarego nawiązująca do rewolucji: „Za tę jedną srebrną papierośnicę, za posiadanie kilku srebrnych łyżek, ci sami, wierz mi, ci sami, Maciejunio i Wojciunio, Szymek i Walek, a nawet ten Józio – Józio! – wywleką cię do ogrodu i głowę ci rozwalą siekierą. Wierz mi! Ja wiem! Grube i dzikie sołdaty ustawią cię pod murem... Nie drgnie im ręka, gdy cię wezmą na cel! Za tę jedną oto srebrną cukiernicę”.

Sposób życia ziemiaństwa opisany w tej części utworu jest bardzo atrakcyjny: celebrowanie posiłków, konne wycieczki, bale. Wszystko to ma nam zapewne ukazać pewną dekadencję życia ziemian, a przez kontrast, uwypuklić nędzę bytowania chłopów w takim Chłodku. Tymczasem właściwy Żeromskiemu sensualizm spowodował, że pociąga nas to życie. Że nie widzimy niczego złego w dostatku, w rozrywce, flirtach z pięknymi kobietami. Wielosławscy żyją w harmonii z sąsiadami, służbą, są dla siebie ciepli, serdeczni. Co w tym złego? Niechęć Cezarego do tego środowiska wynika raczej z przeżytego zawodu miłosnego, a nie z klasowej czy na innej ideologii opartej na niechęci. „Pierwszy to pewnie raz od śmierci rodziców miał w sercu radość, rozkosz bytu, szczęście. Było mu dobrze z tymi obcymi ludźmi jakby ich znał i kochał od niepamiętnych lat. Wszystko w tym domu było dobre dla uczuć, przychylne i przytulne jak niegdyś objęcia rodziców”. Sam chętnie używa życia Kiedy pierwszy raz widzi Laurę Kościeniecką, ocenia ją ze znawstwem jak klacz: „Była wysmukła, niezwykle kształtna, muskularna i, widać, mocna – ani zbyt chuda, ani zanadto tłusta. Oczy miała iście lazurowe”. Gdy rozpoczyna z nią romans i zakochuje się w niej, myśli o małżeństwie. Chętnie by został na wsi i był jednym z sąsiadów Hipolita Wielosławskiego. Jego radykalizm ideologiczny, który wzrasta w trzeciej części Przedwiośnia, wynika bardziej z zawodu miłosnego i zranionej miłości własnej niż z autentycznych lewicowych przekonań.

Żeromski najprawdopodobniej opisał tu swoje doświadczenia z czasów, kiedy był guwernerem w bogatych szlacheckich dworach, a na ambiwalencję jego odczuć na pewno wpłynęła nie do końca sprecyzowana własna pozycja. Nie sługa, ale biedny, uczy za pieniądze; oficjalista? Także romansował z wyżej od siebie postawionymi kobietami, o czym dowiadujemy się ze szczegółami z jego dzienników, także upokarzała go nieraz świadomość, że dla tych kobiet stanowi jedynie rozrywkę, a kandydata na męża poszukają w swojej sferze. Ale były to piękne kobiety, był wtedy młody, świat wydawał się obiecywać wszelkie możliwości. Ten układ socjalny i emocjonalny między romansującymi ze sobą młodzieńcem i trochę starszą kobietą odnajdziemy w wielu utworach pisarza.

Część trzecia pt. Wiatr od wschodu jest najbardziej publicystyczna ze wszystkich trzech (najbardziej epicka jest Nawło”, a Szklane domy najbardziej przypominają reportaż). Akcja prawie się tu nie posuwa do przodu, a większą część fabuły zajmuje wymiana argumentów na temat obecnej sytuacji Polski i jej przyszłości pomiędzy Szymonem Gajowcem, wysokim urzędnikiem ministerstwa, a Antonim Lulkiem, komunistą–psychopatą. Pośrednikiem w tej dyskusji jest Cezary i to w celu zdobycia jego duszy odbywa się ten spór.

Gajowiec jest typem państwowca. Na sercu leży mu dobro Rzeczypospolitej i dla tego dobra usilnie pracuje. Należy do PPS–u i naprawę sytuacji w Polsce widzi przez wcielenie w życie reform. Jest wrogiem radykalnych rozwiązań, rewolucji. Odrzuca na przykład reformę rolną, ponieważ na razie rząd nie ma pieniędzy na odszkodowania. Zgadza się z Cezarym i Lulkiem, że sytuacja jest zła, że nędza, w jakiej żyją chłopi i robotnicy, problemy z bezrobociem i mniejszościami narodowymi mogą poważnie zagrozić młodemu państwu. Zaradzenie złu widzi na drodze ewolucji i zaangażowania obywateli. Nie potrafi odpowiedzieć na pytanie o nową wielką ideę, której dziś potrzeba społeczeństwu. Dla niego cudem jest to, że Polska powstała po ponad stu latach niewoli.

Lulek został przedstawiony w powieści jak karykatura komunisty. Chory na astmę i anemię, świetny dialektyk, „wytarty” po kryminałach Rosji i Niemiec, jest zajadłym wrogiem nowopowstałego państwa polskiego. Przygnębia go każdy jego sukces, natomiast cieszą porażki. Zachwyt budzą u niego wszystkie działania władz Związku Radzieckiego: „Gdy czytał o srogich karach dla kontrrewolucjonistów, o kaźniach setek tysięcy ludzi, o mordowaniu bez sądu i dziesiątkowaniu zakładników, bladł z rozkoszy”. Jakikolwiek objaw patriotyzmu uważa za wstecznictwo. Rozumie tylko walkę klas.

Obaj pragną przekonać Cezarego do swoich racji. Cezary zaś w obecności Gajowca używa argumentów Lulka, a w obecności Lulka Gajowca. Wygląda na to, że Gajowiec działa na jego rozum, jego argumenty są logiczne, ale brakuje w nich ognia. Argumenty Lulka łatwo podważyć nawet niezbyt oczytanemu, ale zdrowo myślącemu Buławnikowi, ale jest on świetnym psychologiem i odwołuje się raczej do emocji Cezarego, znajdując argumenty w porażkach życiowych młodego człowieka i w jego rozczarowaniach. Bez skrupułów wykorzystuje zawód miłosny Cezarego i jego burzliwe rozstanie z Laurą. Dlatego Cezaremu jest dość łatwo zbijać jego argumenty, tak jak to robi na zebraniu komunistów, ale niełatwo uwolnić się od zależności psychicznej. Wytwarza się między nimi stosunek jakby pacjenta i terapeuty. Że Cezaremu faktycznie potrzeba terapii, ujawnia po następnym nieudanym spotkaniu z Laurą, gdy Cezary razem z robotnikami idzie na Belweder. Żeromski podkreśla, że idzie oddzielnie. 

W ten sposób powieść staje się diagnozą polskiej rzeczywistości i ostrzeżeniem przed rewolucją, która, z braku innej wielkiej idei, może poruszyć tłumy. A wtedy sytuacja może być tragiczna i wymknąć się spod kontroli, bo rewolucja zawsze jest złem.

Pisząc Przedwiośnie wykorzystuje Żeromski osiągnięcia ze swoich poprzednich utworów. Wprowadza język środowiskowy, wyrażenia z gwary uczniowskiej i studenckiej, które czasami podkreśla rozstrzelonym drukiem, kolokwializmy, co powoduje wrażenie współuczestniczenia w akcji i zmniejsza świadomość fikcyjności. Tak jakby autor mówił do czytelnika: „znam to środowisko i tych ludzi i ty też ich znasz i dlatego wierzysz we wszystko, co piszę”. Wprowadza też, podobnie jak w Ludziach bezdomnych, rozdziały, które są samodzielnymi scenkami, dosyć luźno powiązanymi z resztą utworu. Chodzi tu o opis żydowskiej dzielnicy Warszawy i o przedstawienie posterunkowego po zebraniu komunistów. Obie scenki w ostatniej części utworu. Warto przy tym zauważyć, że Przedwiośnie jest najnowocześniejszą powieścią Żeromskiego. Mało tutaj młodopolskich manieryzmów, które trochę utrudniały dzisiejszemu czytelnikowi lekturę wcześniejszych utworów pisarza. Język stał się mniej liryczny, postacie są prezentowane trochę „z przymrużeniem oka”, co nie ujmuje powieści powagi i ciężaru podejmowanym problemom. Przedwiośnie to najgłośniejsza i najważniejsza powieść polityczna dwudziestolecia międzywojennego.

 

Andrzej Nowakowski

www.literatura.net.pl