„Chłopi”
Stanisław Władysław Rejment, bo tak nazywał się według metryki przyszły laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, urodził się we wsi Kobiele Wielkie w pobliżu Radomska 7 maja 1867 roku. Jego ojciec, Józef, był organistą i sekretarzem miejscowej kancelarii parafialnej, a matka, z domu Kupczyńska, była siostrzenicą miejscowego proboszcza. Historycy literatury, szukając źródła talentu pisarza, wspominają, że jego matka była znana we wsi z opowiadanych przez siebie baśni i legend, z których część sama wymyślała, ojciec zaś zasłużył sobie wśród sąsiadów na złośliwy przydomek literata, ponieważ nie tylko czytał, ale i kupował książki.
Ponieważ Stasio nie radził sobie w szkole
elementarnej, jego rodzice uznali, że trzeba mu zapewnić przynajmniej znajomość
jakiegoś fachu. Szczęśliwie się złożyło, że jego siostra była żoną właściciela
zakładu krawieckiego w Warszawie i właśnie do niego trafił w 1880 roku Reymont
jako terminator krawiecki. Po czterech latach, co prawda zdał egzamin
czeladniczy, ale dużo bardziej interesował go teatr, którego entuzjastą był też
jego szwagier. Od szwagra zaraził się też miłością do literatury. Wyobraziwszy
sobie, że ma zdolności aktorskie, wyruszył razem z wędrowną trupą po kraju.
Niestety, okazało się, że owe zdolności starczają zaledwie na granie epizodów,
a to nie zaspokaja ambicji i nie zapewnia utrzymania. Wraca więc do domu, gdzie
ojciec załatwia mu pracę robotnika kolejowego. Znudzony jednak monotonną pracą
przy torach ponownie przystaje do trupy aktorskiej. Tak było kilka razy. Kolej
i teatr wyznaczały losy autora Chłopów aż do dwudziestego siódmego roku
życia. Było to życie pełne przygód, miłostek i ważnych dla przyszłego pisarza
doświadczeń. Próbował popełnić samobójstwo z miłości, a niejaki Puszow, adept
wiedzy tajemnej, odkrył u niego zdolności medialne. Zrezygnował wówczas z
teatru oraz kolei i udał się ze swoim mistrzem w wędrówkę po Rosji i Niemczech,
ponieważ fama niosła, że media zarabiały doskonale. Pewnie było to prawdą, ale
Reymont okazał się medium zbyt mało uzdolnionym, żeby zaistnieć na rynku
europejskim.
Rozczarowany, ponownie wraca do pracy przy kolei, ale
pisze wówczas swoje pierwsze utwory literackie, które przesyła do oceny
krytykowi Ignacemu Matuszewskiemu. Ponieważ recenzje są przychylne, Stanisław
Rejment, mając w kieszeni tylko trzy ruble, rusza do Warszawy, by zostać
Władysławem Stanisławem Reymontem. Nawiązuje współpracę z warszawskimi i
krakowskimi gazetami; „Myślą”, „Prawdą” i „Głosem”. Jego książkowym debiutem
jest Pielgrzymka do Jasnej Góry, bardzo życzliwie przyjęta przez
krytykę, po niej ukazuje się Komediantka i Fermenty dylogia, w
której zawarł swoje doświadczenia z czasów aktorskich wędrówek. Mimo
przychylnego przyjęcia książek, jego sytuacja materialna nie jest zbyt dobra.
Nie jest, co prawda tak tragiczna, jak w momencie przyjazdu do Warszawy, pisał
wtedy, że przybył w listopadzie 1893 roku, a pierwszy obiad jadł w kwietniu
roku następnego, ale wesoło nie jest. W 1899 roku pisze utwór o tematyce
wiejskiej pt. Sprawiedliwie, a potem Ziemię obiecaną, swoją – po Chłopach
– najwybitniejszą powieść.
Żeby ją napisać, przeprowadził się na kilka miesięcy
do Łodzi, miasta będącego kwintesencją wczesnego drapieżnego kapitalizmu.
Reymont ukazuje rozmaite środowiska i postacie, od milionerów do biedaków. Dla
pierwszych Łódź jest prawdziwą ziemią obiecaną, podczas gdy dla przybyłych z
prowincji chłopów, którzy zmieniają się w robotników, często tracąc zdrowie, a
czasem życie, prawdziwym piekłem. Bohaterami powieści jest trójka przyjaciół –
Polak Karol Borowiecki, Niemiec Maks Baum, i Żyd Moryc Welt, którzy za wszelką
cenę chcą zostać właścicielami fabryki i zrobić majątek. Fabułą powieści jest
droga tych ludzi do spełnienia marzeń oraz cena, którą trzeba zapłacić za ich
realizację.
Poprawę sytuacji materialnej przynosi Reymontowi
wypadek kolejowy, jakiemu uległ pod Warszawą. Wysokie odszkodowanie pozwala mu
na niezależność materialną. Jeszcze raz kolej wyciągnęła do niego pomocną dłoń.
Wyrusza wówczas w podróż po Europie Zachodniej, a jednocześnie rozpoczyna pracę
nad Chłopami, która potrwa dosyć długo – od 1902 roku do 1909. Po raz
pierwszy Chłopów w odcinkach drukuje „Tygodnik Ilustrowany”.
Zdobyta pozycja literacka i niezależność materialna,
powodują, że pisarz żeni się. Wybranką jest Aurelia z Szacsznajdrów Szabłowska,
a na weselu bawią się takie osoby ze świata literatury, jak Stanisław
Wyspiański, Kazimierz Przerwa–Tetmajer, Lucjan Rydel, czy Zenon Przesmycki –
Miriam.
Chłopi
ugruntowują pozycję literacką Reymonta. Otrzymuje za nich nagrodę Lewentala.
Europejską karierę powieść zrobi dopiero po przetłumaczeniu jej na niemiecki
przez Jana Kaczkowskiego w 1923 roku i wtedy dopiero będzie mogła być
rozpatrywana jako kandydatka do literackiej Nagrody Nobla.·Równolegle z Chłopami
pisze cykle nowel Z pamiętnika, Na krawędzi i Burza. W
1911 wychodzi jego powieść pod tytułem Wampir całkowicie w poetyce
modernizmu i z modernistyczną tematyką: kobieta fatalna, satanizm.
W okresie wojny (lata 1914–1919) publikuje trylogię Rok
1794, która miała być realizacją marzenia napisania powieści historycznej.
Prawdopodobnie skłonił go do podjęcia tego zamierzenia zachwyt nad twórczością
Sienkiewicza i przykład Popiołów Żeromskiego. Tematem utworu miały być
polskie powstania, od kościuszkowskiego do styczniowego oraz kampania
napoleońska. Reymont chciał stworzyć możliwie wierny obraz przeszłości, dlatego
poprzedził pisanie gruntownymi studiami historycznymi. Wbrew jego oczekiwaniom
utwór okazał się porażką. Według określenia Henryka Markiewicza –
„zbeletryzowanym reportażem dziejowym”. Okazało się, że te cechy pisarstwa
Reymonta, które przyniosły mu sukces w Chłopach – poznać temat w
szczegółach i pisać prawdę i tylko prawdę – spowodowały klęskę w przypadku
trylogii historycznej.
W 1924 roku otrzymuje Nagrodę Nobla za Chłopów.
Kandydował do niej już od roku 1918. Wyróżnienie przychodzi w momencie, gdy
Reymont jest tak chory, że nie może odebrać nagrody osobiście. Stan jego
zdrowia coraz bardziej się pogarsza i Reymont umiera 5 grudnia 1925 roku. Był
postacią bardzo tajemniczą. Genialnym samoukiem. Wiele jego podróży, romansów,
interesów pozostaje tylko w domysłach biografów. Rozwój jego talentu, od opowiadanek
praktykanta kolejowego poprzez prawie autobiograficzną dylogię o teatrze, aż do
Nagrody Nobla za Chłopów” to fenomen w historii naszej literatury.
Nagrodzona Noblem powieść Władysława Reymonta jest
kolejną, po Panu Tadeuszu i Nad Niemnem polską epopeją.
Literatura każdego kraju posiada takie ważne powieści, które ze względu na rolę
w kulturze, znaczenie fabuły i artyzm literacki nazywa się epopejami. Klasyczna
epopeja, tak jak antyczny epos, powinna przedstawiać dzieje legendarnych
postaci na tle przełomowych dla danej społeczności wydarzeń. Epos powinien
rozpoczynać się od inwokacji, zawierać porównania homeryckie, realizm
szczegółu, sceny batalistyczne, heroiczne postacie, retardacje, obiektywizm
narratora itd. Mimo że powieść Chłopi nie posiada wszystkich cech
klasycznej epopei, w jej przypadku skojarzenia ze starożytnym eposem narzucają
się bardziej niż w obu wcześniej wymienionych pozycjach. Szwedzki krytyk Book
pisał, gdy przyznano Reymontowi Nobla: „Stary kmieć Boryna włada autokratycznie
w swojej zagrodzie, a mieszkańcy wsi patrzą nań z szacunkiem: jest on niejako
przywódcą ludu, jak ongiś achajscy książęta. Lipce mają swoje zebrania gminne,
swoich bohaterów, jak owe greckie państewka. Piękna Helena, zarzewie wojny i
zniszczenia, źródło fatalnej katastrofy, zwie się w powieści Reymonta –
Jagusią: jest ona równie nęcąca, wiarołomna, a przecież przez wszystkich
pożądana, jak spartańska królowa”.
Pisarz uzyskał taki efekt przez uczynienie ze swojego
dzieła uniwersalnego obrazu chłopskiego bytowania. Powieść dzieli się na cztery
części: Jesień, Zimę, Wiosnę i Lato. Ten układ podporządkowuje
fabułę cyklicznemu następstwu pór roku, powtarzalności zajęć gospodarskich,
obrzędów i związkowi wiejskiej gromady z przyrodą. Zarazem mitologizuje wieś
Lipce i umieszcza ją poza czasem. Wiemy, że akcja powieści rozgrywa się u
schyłku XIX wieku. Żyją jeszcze ludzie, którzy, jak Kuba, brali udział w
powstaniu styczniowym. Jednak brakuje informacji pozwalających dokładnie
powiedzieć, kiedy wszystko się dzieje. Autor nie chce zwracać uwagi czytelnika
na jakiekolwiek realia historyczne. Upewnia nas, że z końcem lata znowu
nadejdzie jesień, jakaś stara chłopka odejdzie na zimę w świat „po proszonem”,
każda pora roku przyniesie właściwe dla niej prace, święta, radości i smutki.
To, co się dzieje, działo się i dziać się będzie zawsze. Reymont heroizuje
codzienny trud, naturalne zdarzenia. W konwencji mitu opisuje na przykład
śmierć Boryny i śmierć Kuby, a walka z dworskimi o las opisana jest jak
zmagania antycznych wojowników. Cała opowieść opiera się na archetypowych
uczuciach i wydarzeniach: miłości i zdradzie, zazdrości, konflikcie o kobietę.
Podkreślając związek życia ludzkiego z rytmem natury, autor pokazuje losy
gromady i losy jednostek jako fragment dziejów ludzkości, oglądanych z
perspektywy dziejów ziemi, zgodnych z boskim porządkiem. Pierwsze zdanie
powieści brzmi: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. A ostatnie: „Ostańcie
z Bogiem, ludzie kochane”. Za wszystkimi pracami, zwyczajami, obrzędami kryje
się motywacja religijna. Mamy jednak czasami wrażenie, że ta religijność zwraca
się do prastarych bóstw ziemi, urodzaju i odradzającej się przyrody.
Narrator w Chłopach to „wsiowy” gawędziarz,
znający doskonale to, o czym opowiada. Jego system wartości, doświadczenia nie
różnią się od doświadczeń ludzi, których uczynił tematem swojej gawędy. On tkwi
w tym życiu, cieszy się sukcesami swoich bohaterów, martwi ich niepowodzeniami.
Podkreśla to język, będący stylizowaną gwarą, czerpiący przede wszystkim z
zasobu leksykalnego gwary łowickiej. Reymont stylizuje gwarę świadomie,
ponieważ nie jest jego celem przedstawienie czytelnikowi materiału
etnograficznego, być może niezrozumiałego do końca, a na pewno wyzbytego
walorów artystycznych. Chce jednak dać wrażenie autentycznej mowy chłopskiej.
Dlatego najbliższe gwarze są dialogi, występuje język potoczny, ubarwiony
chłopskimi zwrotami – „a juści”, „prawda była”, „kiejby”. Antoni Lange, pisząc
o języku Chłopów w „Pochodnie w mroku” mówi: „Język jest specyficznie
ludowy; ale nie jest to język kielecki ani piotrkowski, ani łęczycki: jest to
język stworzony przez Reymonta z różnych narzeczy ludowych, język epicki,
którym w żadnej poszczególnej miejscowości nie mówią”.
Julian Krzyżanowski w swojej pracy „Władysław
Stanisław Reymont. Twórca i dzieło” porównuje ten typ narratora „do
starogreckiego aojdy, wędrownego śpiewaka, który na dworach helleńskich władców
opowiadał im o czynach bohaterskich ich przodków, a między nim i słuchaczami
nie było dystansu, ponieważ poruszał się w świecie bliskich wszystkim pojęć”.
Wiemy jednocześnie, że ów narrator nie jest członkiem
lipeckiej gromady. Zachowuje wobec niej niewielki dystans, czasem wyśmieje
pewne wyobrażenia czy działania, jak na przykład „zamawianie” choroby.
Podkreśla też czasami egzotykę chłopskiego folkloru, na przykład w opisie
odświętnych strojów czy tańca.. Odróżnia go też widoczny w całym dziele epicki
dystans. Z równym obiektywizmem przedstawia racje Boryny i Antka, zakochanych w
tej samej kobiecie, racje żony Antka, Hanki i racje lipeckiej zbiorowości,
oburzonej przekraczaniem powszechnie szanowanych norm obyczajowych.
Możemy zauważyć jeszcze innego narratora. Jest to
świadomy literackich i estetycznych osiągnięć epoki wytrawny literat. Widać to
przede wszystkim w opisach przeżyć miłosnych czy religijnych, w analizach
psychologicznych, a nawet w figurach stylistycznych, które czerpiąc z wiejskich
realiów, są przecież płodem wyobraźni artysty–modernisty.
Pod względem kompozycji Chłopi nie posiadają
wyraźnie wyodrębnionego bohatera czy wątku, wokół którego organizowałaby się
akcja. Nawet tak rozbudowane wątki, jak historia miłości Antka i Jagny, dzieje
Boryny, czy walka Hanki o serce męża i odzyskanie pozycji we wsi nie wyróżniają
się na zasadzie wyjątkowości, jak w Lalce Prusa miłość Wokulskiego do
panny Izabeli. Ci bohaterowie, nie tracąc nic ze swej indywidualności, są
niejako egzemplifikacjami wiejskiego życia i procesów, które na wsi zachodzą.
Na ich przykładzie pokazuje Reymont problemy dziedziczenia ziemi, gdy ziemia
określa miejsce w wiejskiej hierarchii, problemy rodziny, która powinna
zachowywać wewnętrzną solidarność i współpracować w gospodarstwie maksymalnie
sprawnie, w której jednak do głosu dochodzą sprzeczności związane z
„niedobraniem się” małżeństw zawartych na ekonomiczno–zwyczajowych podstawach,
czy z oporem rodziców przed oddaniem ziemi dzieciom, co z miejsca
zdegradowałoby ich prestiżowo i materialnie.
Inne wątki, jak; Kuby, żebraczki Agaty, wójta czy
Szymka i Nastusi, mniejsze objętościowo, nie są bynajmniej drugorzędne. Są
jednostkowymi przykładami bogactwa życia wiejskiego. Temu samemu celowi służą
pozostałe wątki, nawet te najbardziej epizodyczne. Bo to właśnie lipecka
gromada jest zbiorowym bohaterem powieści. Wszystko zostało podporządkowane
ukazaniu epickiego obrazu życia wsi.
Naturalizm w Chłopach podporządkowany jest
ogólnej koncepcji dzieła. Reymont podkreśla biologizm swoich bohaterów,
zależność ich życia od przyrody, pór roku, pogody, urodzaju. Instynkt płciowy
ma olbrzymi wpływ na postępowanie Antka, Jagny, wójta, starego Boryny.
Jednocześnie jednak równie wielki wpływ ma na to postępowanie ekonomia. Boryna,
niewątpliwie zachwycony młodą powabną Jagną, najładniejszą we wsi dziewczyną,
rozważając z nią małżeństwo, bierze przecież pod uwagę to, że będzie mógł
uzupełnić swoje gospodarstwo kilkoma morgami przylegającego pola, które wniesie
w posagu wybranka. Antek, śmiertelnie przecież zakochany, godzi się na
wypędzenie Jagny ze wsi, gdy już odziedziczył ziemię Boryny, a chce
odziedziczyć jego pozycję we wsi. Spytany o zdanie, odpowiada: „w gromadzie
żyję, to i z gromadą trzymam”. A sam z ulgą myśli: „skończyło się psie wesele”.
Naturalistyczne są drobiazgowe opisy wiejskich czynności, ludzi, sprzętów. Nie
szczędzi przy tym pisarz drastycznych szczegółów, jak na przykład obcięcie
sobie nogi przez Kubę i jego śmierć. Nie unika też w opisach brzydoty
przedstawianych obiektów. Jednak to wszystko nie służy tylko epatowaniu
czytelnika, czy sprowadzeniu kreowanej rzeczywistości do jednego tylko,
biologicznego wymiaru. Reymont z głębokim znawstwem opisywanego świata, chce
pisać wyłącznie prawdę, a naturalizm jest częścią składową tej prawdy.
Wspomniana ekonomia, walka o miejsce w wiejskiej hierarchii, odgrywają w Lipcach równie wielką rolę jak biologia. Najlepszym obrazem stratyfikacji społecznej we wsi jest kościół. Miejsce przy ołtarzu jest zarezerwowane dla najzamożniejszych gospodarzy. Im dalej, tym stoją biedniejsi. Najbiedniejsi nawet do kościoła nie wchodzą. Kiedy Kuba dostaje od księdza złotówkę, przepycha się do przodu, takim się sobie wydaje bogaczem. Dostaje za to reprymendę od Boryny. Hanka, po wypędzeniu jej z mężem z domu ojca Antkowego, w kościele zadowalała się boczną nawą. Gdy jednak została gospodynią u Boryny w czasie choroby Macieja, po aresztowaniu Antka: „Jeszcze raz w kruchcie cosik pomajdrowała kiele stanika i spuściwszy chustę na plecy, jęła się ostro przepychać do przednich ławek”.
Tylko posiadanie zapewnia autorytet i osobistą
niezależność. Przy czym nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Młynarz, mimo że
najzamożniejszy we wsi, nie cieszy się autorytetem. Ważna jest ziemia, żywy
inwentarz i biegłość w gospodarzeniu. Ideałem jest zamożny gospodarz–rolnik.
Dlatego największym autorytetem cieszy się Maciej Boryna.
Nawet śmierć jest rozpatrywana także w kategoriach
ekonomicznych. Gdy umiera Boryna Hanka, która zżyła się z nim przecież,
prowadząc mu gospodarstwo, myśli: „Trzydzieści dwie morgi, a paśniki, a las, a
budynki, a lewentarze, tylachne gospodarstwo! – westchnęła ogarniając z
lubością szerokie pola i ten cały świat boży. Żeby tak pospłacać i ostać na
wszystkim! Być, jak ociec byli!”.
Świadomość własnej pozycji społecznej trwa aż po grób. Maciej Boryna, umierając, prawie nieprzytomny, próbuje się zabrać do zajęć gospodarskich. Najpierw próbuje pociągnąć wóz, potem bierze się za inne prace, zbyt ciężkie dla chorego, aż w końcu wkłada sobie w połę koszuli ziemię i zaczyna siać. Czynność wykonywana w malignie uwzniośla go, przemienia w odwiecznego siewcę, symbol ludzkich związków z ziemią, w Piasta. Gdy umiera Kuba, Jagustynka chce do niego sprowadzić księdza. „Dobrodzieja przywieść tutaj, do stajni, do mnie?... co wama po głowie chodzi?” – mówi ten skromny człowiek. Dla niego porządek społeczny jest nienaruszalny, nawet w obliczu śmierci.
Dlatego we wsi trwa walka o posiadanie, o grunt, która
jest walką o zaistnienie w wiejskiej społeczności. Podejmując jakiekolwiek
działanie, musi się brać pod uwagę opinię sąsiadów i swoje miejsce w gromadzie.
Ponieważ od tego zależy całe życie, walka często jest okrutna i narusza
podstawowe zasady współżycia, więzy rodzinne. Z powodu ziemi Antek bije się z
ojcem i jest przez niego wyrzucony z domu, Szymek walczy z Dominikową, a Bartka
„za wodą” „zięciaszek” kołkiem bije prawie na śmierć.
Postacie występujące w powieści to przekrój społeczny
wsi po uwłaszczeniu przez władze carskie po upadku powstania styczniowego.
Reymont opisuje bogatych gospodarzy, z których najbardziej reprezentatywnym
jest Maciej Boryna, opisuje średniozamożnych chłopów, jak Dominikowa,
komorników, jak Kobus i parobków, jak Kuba. Opisuje starych i młodych. Opisuje
dzieci mające swoje obowiązki mimo niewielu jeszcze lat. Opisuje księdza,
wójta, młynarza i kowala, czyli tych, którzy mają bezpośredni wpływ na życie
wsi. O dziedzicu tylko wspomina, bo jego wpływ jest niewielki. Wszystkie
postacie tworzą panoramę wiejskiego życia i odznaczają się jedną cechą, która
wydaje się charakteryzować metodę twórczą Reymonta – nie dzielą się na czarne i
białe, na zdecydowanie złe i zdecydowanie dobre.
Źli – wójt, kowal, młynarz, są pokazani z szyderstwem,
ich działalność często przynosi fiasko, ich intrygi nie wychodzą. Przede
wszystkim nie są jednakowi. I nie o to chodzi, że zmieniają się w trakcie
rozwoju fabuły. Oni po prostu czasem postępują dobrze, czasem źle, czasem
irracjonalnie, czasem pod wpływem wyrachowania, czasem pod wpływem uczuć. Tylko
ilość złych uczynków różni ich od dobrych, (oczywiście, także sposób widzenia
świata). Dzięki temu stają się tylko trochę źli. Tacy, jak wielu ludzi wokół
nas.
Ci dobrzy, też nie są pokazani jak wzory do
naśladowania. Kuba, najporządniejszy człowiek w powieści, poprzez swoją dobroć
osiągający pełnię człowieczeństwa, wyznaje osobliwy kodeks moralny, żeby
usprawiedliwić kłusownictwo na polach dziedzica – „pole jest Panajezusowe”.
Natomiast o powierzone mu gospodarstwo Boryny troszczy się bardziej niż o
siebie.
Maciej Boryna, przywódca wiejskiej gromady, człowiek
obdarzony najwyższym autorytetem, bogaty, świetny gospodarz, ale czuły jest
tylko na własne potrzeby i interesy. Staje na czele mieszkańców Lipiec w walce
o las dopiero wtedy, kiedy dowiaduje się, że kowal, wójt i młynarz porozumieli
się w sprawie lasu z dworem bez jego udziału. Wtedy jednak stawia na szali cały
swój autorytet i wiemy, że nie uzna żadnych kompromisów, będzie walczył do
końca. Przewyższa wszystkich innych gospodarzy w Lipcach pracowitością,
zaradnością, poczuciem własnej wartości, ale i przebiegłością i okrucieństwem,
To ostatnie widać szczególnie wtedy, gdy zagrożona jest jego własność. Filarem
moralności Boryny jest, że kto stara się o własne, nie krzywdzi. Inaczej –
walka o własność wszystko usprawiedliwia. Dom, rodzinę i parobków trzyma
żelazną ręką. Będąc wykreowany dosyć monumentalnie, na chłopa–Piasta, symbol
mocy wiejskiego ludu, pokazany jest jednak bardzo po ludzku, z wadami i
śmiesznostkami (gdy na przykład odruchowo chce się zapytać zmarłej żony, czy
powinien ożenić się z Jagną).
Najbardziej nie pasuje do gromady ukochana Antka i
przedmiot pożądań większości chłopów we wsi, Jagna. Podstawową jej cechą, która
sprawia, ze jest dla wszystkich obca (aczkolwiek wyświęcą ją ze wsi za brak
moralności) to brak zainteresowania bogaceniem się. Ziemia jako symbol statusu
społecznego nic dla niej nie znaczy. Pokazana jest przez Reymonta jako
potencjalna artystka, dla której ważne jest piękno w każdej postaci, a która
realizuje się w jedyny możliwy na wsi sposób, robiąc wycinanki i kraszanki.
Z drugiej strony pokazana została jako wiejska bogini
płodności, jak ziemia, którą każdy może uprawiać. Nie ma w niej pasji, gorących
uczuć, pożądań. Ona godzi się na pożądanie innych, trudno jej odmówić na
przykład wójtowi, ale potrafi zachwycić się delikatnością i młodością Jasia i
zadurzyć się w nim, czy pozytywnie odpowiadać na pożar uczuć i zmysłowe
pożądanie Antka. O jej interesy dba matka, stara Dominikowa i to ona wydaje ją
za Macieja Borynę, mając na względzie pozostałe po zmarłej Marii Borynowej,
pierwszej żonie Macieja, ubrania, biżuterię i inne rzeczy. Ona też prawie
przemocą wyciąga od Boryny zapis sześciu morgów ziemi na rzecz Jagny. Dla Jagny
te wszystkie starania matki są niezbyt zrozumiałe i dosyć obojętne. Chyba
właśnie jej niedopasowanie, obcość, niepodzielanie powszechnych namiętności i
ambicji powoduje powszechną do niej niechęć.
Wszyscy bohaterowie, wszystkie postacie opisane przez
Reymonta charakteryzują się swoistą niepowtarzalnością. Razem jednak tworzą
barwny fresk chłopskiego życia w taki sposób, że jawi ono się nam jako jedyne
prawdziwe, zanotowane z etnograficzną skrupulatnością, ale i z artystyczną
doskonałością. Nawet procesy społeczne dotyczące wiejskiej zbiorowości są w
Lipcach widoczne jak na dłoni. Z jednej strony jesteśmy pod wrażeniem bujności
tego życia, oczywistych wartości, jakie przedstawia sobą ta część polskiego
społeczeństwa. Z drugiej, widzimy rozwarstwienie wsi, jej przeludnienie, głód
ziemi, której zaczyna brakować, izolację chłopskiej gromady od reszty
społeczeństwa. Ten obiektywizm, ta wszechstronność w ukazaniu chłopów odegrały
z pewnością ważną rolę w umotywowaniu literackiej Nagrody Nobla dla naszego
pisarza.
Andrzej Nowakowski